Alkatraz – show and prove

Udostępnij:

W tym roku fanów ulicznego basketu czeka kolejna edycja kultowego turnieju koszykówki ulicznej pod szyldem Alkatraz.

Koszykarski Wałbrzych kibicom w Polsce kojarzy się głównie z Górnikiem, kiedy na parkietach królowali Mieczysław Młynarski, Stanisław Kiełbik i reszta „bad boysów” spod Chełmca. Przez lata to górnicze miasto stawało się kolebką koszykówki. Magiczne miejsca jak hala przy Placu Teatralnym czy OSiR pozwalały młodym ludziom zachłysnąć się miłością do pomarańczowej piłki.

Pragnienie bycia koszykarzem wykraczało poza zamknięte obiekty. Grało się wszędzie tam gdzie wisiał kosz, a jeśli go nie było, to prowizorycznie dało się go zrobić dosłownie ze wszystkiego. Każda dzielnica miała swoje boiska, na których czekało się według ustalonych reguł na swoją kolej. Pierwszeństwo mieli ci „starsi”, którzy byli pierwszymi wzorami do naśladowania.

Wśród tych wszystkich miejsc do grania wyłania się jednak obraz tego najważniejszego. Wyobraźcie sobie kwadratowy plac otoczony z każdej strony budynkiem z innej bajki. Szkoła, prokuratura, bloki mieszkalnie i… więzienne mury! A po środku kawałek asfaltu z dwoma koszami – Alkatraz – marzenie każdego nastolatka wychowanego na mixtape’ach „And1”.

Alkatraz to nie tylko boisko, ale przede wszystkim styl życia. Chyba nie było wałbrzyskiego ligowca, który nie zagrałby na tym asfaltowym placu. Rafał Glapiński, Maciej Łabiak, Marcin Salamonik, Marcin Kowalski, Rafał Wojciechowski, Błażej Nowicki, Adrian Stochmiałek, Damian Pieloch, Piotr Niedźwiedzki i wielu, wielu innych. Jednak to duet Michał Borzemski i Marcin Sikorski dał podwaliny pod ogólnopolski turniej na wałbrzyskim Placu Grunwaldzkim. Później dołączył do nich trzeci muszkieter – Mateusz Myślak. Był okres, że spędzali tam więcej czasu niż w swoich domach.

Na turniejach gościli też ligowcy spoza Wałbrzycha – Mateusz Jarmakowicz czy Damian „Massey” Laskowski, który do dziś z sentymentem wspomina wałbrzyskie, uliczne granie.

– Z Alkatraz mam same miłe wspomnienia i uważam, że jest to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc do grania w Polsce – rzuca na szybko „Massey”.

Skąd wziął się fenomen Alkatraz?

– Przede wszystkim od „zapotrzebowania” na koszykówkę i fascynacja basketem zza oceanu. Oglądając turnieje koszykówki w USA np. słynne rozgrywki EBC na Rucker Parku gdzie rywalizowali zawodnicy z NBA wraz z „ulicznikami” chcieliśmy mieć coś takiego u siebie. W tym czasie było wiele osób, które grały na podwórkach i prezentowały naprawdę wysoki poziom sportowy. Organizowaliśmy różne ekipy z miasta i rywalizowaliśmy ze sobą na boisku w centrum Wałbrzycha. W wolnym czasie czyli w sezonie ogórkowym dołączali do nas ligowcy więc gry była na dobrym poziomie. Kiedy utworzyła się już drużyna tzw. zajawkowiczów, stworzyliśmy ekipę, która reprezentowała Wałbrzych. Ogólnie w Polsce odbywały się turnieje streetballa 3 na 3, które czasem nie miały dużo wspólnego z koszykówką a więcej z zapasami. Taka forma do nas nie przemawiała i stąd myśl żeby stworzyć turniej koszykówki na dwa kosze w widowiskowym stylu i pokazać to szerzej całej Polsce. Pionierem takich rozgrywek dla mnie był Maciej „Perła” Woźniak, który stworzył B-Ball Jam. Na wzór dzierżoniowskiego streeta tylko w ostrzejszym klimacie powstało właśnie Alkatraz – wyjaśnia Michał Borzemski.

Kiedy turniej pod hasłem Alkatraz rósł w siłę, to coraz więcej drużyn z całego kraju chciało się spróbować na wałbrzyskim asfalcie. Niekiedy trzeba było ograniczać zgłoszenia, bo chętnych było więcej niż miejsc w turnieju. Zdarzały się lata kiedy granie trzeba było rozkładać na dwa dni. Wałbrzych wszedł z buta w streetballową społeczność i zapracował sobie na miano mekki ulicznej koszykówki. Czym sobie na to zasłużył?

– Po pierwsze dlatego, że Wałbrzych to miasto koszykówki. Po drugie boisko, które ze względu na swoje usytuowanie nadaje odpowiedni uliczny klimat, po trzecie – ludzie, którzy przewijali się w liczbie blisko 300 osób podczas rozgrywek i reagowali na każde udane zagranie koszykarzy. Kiedy zaczęliśmy sprzedawać w raczkującym internecie produkt jakim było Alkatraz na turnieje zaczęła się zjeżdżać się cała streetballowa Polska. To tak naprawdę przyjezdni nadali nam tą nazwę – mekki, bo takich warunków i klimatu jak u nas nie było nigdzie w kraju – dodaje popularny „Borzem”.

Alkatraz edycja 2006

Jednak na przestrzeni lat streetball zaczął się zmieniać – niekoniecznie na dobre. Po prostu brakuje narybku z zajawką na asfaltowe granie. Boiska stoją puste, a dzieciaki zamiast obrzucać lokalne obręcze – obrzucają kosze w NBA 2K na konsoli…

– Kiedyś dwa razy w miesiącu odbywały się streetballe w Polsce i zjeżdżali się ludzie, którzy naprawdę potrafili grać w koszykówkę. W dniu dzisiejszym próżno szukać prawdziwych turniejów z klimatem oraz młodych zawodników grających z taką fascynacją z jaką my graliśmy w basket na ulicy. Wyśmienite warunki jakie mają aktualnie dzieciaki do gry pod chmurką nie sprzyjają rozwojowi nie tylko koszykówki, ale i wszelako rozumianej rekreacji. Kiedyś było „czarno” od młodzieży na asfaltowych boiskach mimo, że często musieliśmy sami sobie stwarzać warunki do gry, a dzisiaj wręcz odwrotnie. Są piękne tartanowe i czyste boiska, a dzieci brak. W związku z tym koszykówka uliczna powoli umiera, stąd moja motywacja do kontynuowania projektu jakim jest Alkatraz. aby nadal tlić tą iskrę streetbasketu – doprecyzowuje Borzemski.

Turniejom zawsze towarzyszy konkurs wsadów. Na Alkatraz swoje umiejętności prezentowała śmietanka dunkerów z całej Polski: Slash, Pepa, Łukasz Biedny oraz Kaski, Sikor, Easy czy Superman ze starszego pokolenia. Swój epizod zaliczył także Lipek, który nie odmówił sobie przyjemności włożenia piłki do kosza na Alkatraz kiedy zawitał do Wałbrzycha na Mecz Charytatywny.

Pepa w jednym ze swoich popisowych wsadów

Swoim uporem „Borzem” z pomocą Rafała Glapińskiego, który w ZSEE odpowiada za rozwój fizyczny młodych pokoleń stara rok w rok organizować kolejne edycje kultowego turnieju. Kolejny raz fani ulicznego basketu zawitają na Alkatraz 8 czerwca.

Czy w dzisiejszych realiach łatwo zorganizować turniej na wysokim poziomie?

– I tak i nie. Jak wspomniałem wcześniej rozgrywek tego typu w Polsce jest coraz mniej więc też konkurencja jest mniejsza, a co za tym idzie jeśli jest to zaledwie kilka turniejów w roku to można ściągnąć paru dobrych chłopaków. Z drugiej strony nie ma młodego pokolenia, a starsze mimo miłości do koszykówki ma już inne priorytety w życiu więc nie łatwo jest zebrać wszystkich w jednym czasie i miejscu. Do tego dochodzą jakieś skromne nagrody w postaci medali i pucharów czy inne „atrakcje” jak poczęstunek w formie grilla, ale to organizujemy we własnym sosie. Mamy też zaprzyjaźnione firmy, które wspierają jak mogą drobnymi upominkami inicjatywę Alkatraz. Ogólnie nie jest to łatwy temat jeśli chcesz zrobić coś, co ludzie będą wspominać przez kolenie miesiące. Trzeba sztabu ludzi, aby to wszystko wypaliło od A do Z, ale na szczęście są jeszcze tacy zapaleńcy jak ja i kontynuujemy serię turniejów od 2003 roku – kończy Michał Borzemski.

Chcesz poczuć niepowtarzalny klimat streetbasketu i sprawdzić się wśród legend? Zawitaj na Alkatraz 8 czerwca. Tu panuje tylko jedna zasada „show and prove” – nie gadasz tylko pokazujesz na co cię stać!

Kategorie

@2019 - ZATRZY.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.