11 marzo 2014 Grissin Bon Reggio Emilia - Krasnye Krylia Samara

Michał Ignerski: Chcę się jeszcze pokarmić koszykówką

Udostępnij:

Po prawie trzech latach przerwy Michał Ignerski powrócił na koszykarskie parkiety. Tęsknota za pomarańczową piłką wzięła górę i 38-letni skrzydłowy zadebiutował w II lidze.

Mateusz Zborowski: Michał minęły prawie 3 lata od twojego ostatniego meczu w lidze włoskiej. Ostatnio kibice znów mieli okazję zobaczyć cię na parkiecie – niespodziewanie w barwach drugoligowej Nysy. Tęsknota za basketem wzięła górę?

Michał Ignerski: Jak się robi coś przez ostatnie 25 lat – dzień w dzień, to w końcu można się zmęczyć (śmiech). U mnie wszystko było na dość dużej intensywności i przede wszystkim z daleka od domu, co miało duże znaczenie. Byłem zmęczony zarówno fizycznie jak i psychicznie i trzy lata temu postanowiłem zacząć inaczej żyć. Nigdy jednak nie powiedziałem, że kończę z graniem… Jakiś czas temu rzucałem z synem do kosza i znowu poczułem chęć rywalizacji jak również chęć dzielenia się tym, co już wiem o baskecie.

Dlaczego wybór padł właśnie na AZS?

– Patrząc na nowo wybudowaną halę w Nysie pomyślałem, że fajnie byłoby zrodzić tu koszykówkę i stworzyć tym najmłodszym możliwość bawienia się tym sportem. Akurat tak się złożyło, że drugoligowy AZS prowadzi mój kolega Marcin Łakis, który widząc chęć w moich oczach powiedział tylko:
„Widzimy się dziś na treningu”. Po dwóch treningach zadzwonił do mnie i powiedział: „Michał a może zgłosimy cię do rozgrywek? Mógłbyś sobie zagrać w meczu, a dla nas byłaby to świetna sprawa”. Zgodziłem się, bo wiedziałem, że tylko perspektywą zbliżającego się meczu jestem w stanie zmobilizować się do regularnego treningu (śmiech).

A może powrót na parkiety drugiej ligi to rozgrzewka przed czymś większym (śmiech)? Bo chyba każdy klub PLK chciałby mieć w składzie Michała Ignerskiego.

– Po pierwsze chciałem zacząć się ruszać, a po drugie byłem ciekaw jak zareaguje moje ciało po trzech latach totalnej pauzy. Po miesiącu i kilkunastu przepracowanych treningach jestem bardzo zadowolony, bo czuję się świetnie, a przede wszystkim mam znów wielką frajdę z przebywania na parkiecie. 

Spójrzmy zatem w statystyki 3 mecze i średnio 30 punktów. Śmiało można powiedzieć, że bawisz się grą na takim poziomie.

– Każdy mecz to najlepszy trening, a z każdym kolejnym czuję się coraz lepiej. Ja oczywiście marudzę, że kondycyjnie jestem słaby, ale koledzy wtedy mówią, że skoro wytrzymuje na parkiecie 35 minut meczu z młodszymi, to chyba nie jest ze mną tak źle (śmiech). 

A czy rywale bardziej mobilizują się na Ignerskiego (śmiech). Poczułeś jakieś mocniejsze krycie?

– Chyba trochę tak (śmiech). Najbardziej mnie śmieszy jak słyszę kiedy w przeciwnej drużynie ustalają kto ma kryć tego pana (śmiech). W ostatnim meczu nawet mnie potrajali więc coś jest na rzeczy. 

Ile propozycji powrotu dostałeś przez ten okres rozbratu z koszykówką?

– Trzy lata temu powiedziałem mojemu agentowi żeby do mnie nie dzwonił w tej sprawie, ale dostałem kilka telefonów bezpośrednio do mnie z polskich klubów.

W jakiej formie fizycznej jesteś i ile potrzebowałbyś żebyś wrócić do dyspozycji pozwalającej zagrać na poziomie PLK?

– Trudno to ocenić, bo dopóki się z tym nie zmierzysz, to nie będziesz tego wiedział. Najważniejsze to kondycja, szybkość i dynamika i tu właśnie przydałoby się kilkanaście mocniejszych treningów (śmiech). Cała reszta to doświadczenie i tu żadnego problemu nie widzę.

Co porabiałeś przez ten czas kiedy nie grałeś w basket i jak często krążyły myśli żeby jeszcze pobiegać po parkiecie?

– Przede wszystkim byłem z rodziną i żyłem tak jak każdy przeciętny człowiek. Wreszcie miałem czas żeby pograć w tenisa, pojeździć na off-road czy w góry na narty. Bardzo potrzebowałem czasu, w którym nikt mi nie mówi co mam robić i o której muszę być dyspozycyjny.

Na obecną chwilę na ile Michał Ignerski jest koszykarzem, a na ile deweloperem (śmiech)?

– Firma IgnerHome powstała z chęci tworzenia fajnych miejsc do życia dla ludzi. Zawsze gdzieś mnie to kręciło, tak samo jak architektura, fotografia czy podróże. Był to też pomysł na zainwestowanie zarobionych pieniędzy i choć zarabianie przychodzi dużo ciężej niż na parkiecie, to mam wokół siebie wspaniałych ludzi i profesjonalistów, którym mogę zaufać, dlatego cały czas idziemy do przodu. Jestem dumny z tego co się do tej pory udało stworzyć.

Jak w ogóle podoba Ci się w branży deweloperskiej, bo chyba przez kilka lat już doskonale poznałeś specyfikę tego rynku?

– Od wielu lat mówi się, że rynek deweloperski ma się świetnie jednak jak w każdym biznesie jedna zła decyzja może prowadzić do opłakanych skutków. Tam gdzie musisz pracować z ludźmi i tam gdzie jesteś od nich po części uzależniony zawsze jest niewiadoma i pojawia się niepewność. To może przenosić się na przykład na czas realizacji, a jak się często mówi „czas to…” (śmiech).

Wracamy do koszykówki. Jak oceniasz poziom obecnej PLK? 

– Nie mam bladego pojęcia. Nie oglądam meczów jednak na pewno koszykówka się zmienia, a widzę to dotkliwie oglądając urywki spotkań ligi NBA.

Grając w basket zobaczyłeś trochę świata – USA, Portugalia, Hiszpania, Turcja, Rosja, Włochy, Francja – gdzie z perspektywy czasu żyło się najlepiej?

– Jestem człowiekiem, który lubi zmieniać miejsca i starałem się w każdym z nich odnajdywać pozytywne rzeczy. Zdarza się, że niektórzy zawodnicy przez całą swoją karierę grają w jednym klubie i jest to bardzo fajne, ale ja jednak wybrałem inną ścieżkę i wiele dzięki temu zobaczyłem i doświadczyłem. 

A jak to jest dzielić szatnię z Allenem Iversonem, bo miałeś okazję grać z nim w tureckim Besiktasie. Faktycznie gracz z innej planety?

– Jak tylko usłyszeliśmy, że Iverson ma do nas dołączyć, to nikt w to nie wierzył dopóki nie wszedł do szatni. On był dla mnie jednym z idoli z dzieciństwa, uwielbiałem go oglądać i podziwiałem z jakim zaangażowaniem podchodził do gry, ale jak siedziałem z nim sam na sam w restauracji albo w szatni, to miałem takie śmieszne uczucie jakbym gadał z kolegą z podstawówki. Patrząc mu w oczy przypominałem sobie te wszystkie pisane lub opowiadane, prawdziwe albo nieprawdziwe historie o nim, ale ja widziałem w nim wtedy zmęczonego życiem gościa o dobrym sercu, który mimo wszystko jak dziecko cieszy się grą w kosza.

Wróćmy do Polski. Kadra po 52 latach! awansowała na Mistrzostwa Świata. Chyba dobry czas żeby w końcu koszykówka w Polsce poszła do góry?

– Takie wydarzenia na pewno powodują, że chwilowo jest większe zainteresowanie tą dyscypliną. Ja się przede wszystkim cieszę, że chłopaki wywalczyli to dla siebie i będą na tych Mistrzostwach. Sukces tej reprezentacji, to przede wszystkim gracze, którzy już dawno wyjechali z polskiej ligi i grają na wysokim europejskim poziomie, ale moje pytanie brzmi gdzie są inni? Na jakim poziomie gra reszta chłopaków, którzy w najbliższej przyszłości będą stanowić o sile reprezentacji? Gdzie oni są? Mamy przykład piłkarzy ręcznych i obym się mylił, ale ja tego kolorowo nie widzę.

Jak w ogóle oceniasz drużynę Mike’a Taylora?

– Miło oglądało się ostatnie mecze jednak wcześniej były takie, na które się nie dało patrzeć. Uważam, że dzięki nowemu trybowi rozgrywek w trakcie sezonu trenerom jest łatwiej podejmować personalne decyzję, a gracze z większą przyjemnością przyjeżdżają na zgrupowania reprezentacji. Jest to trochę odskocznia od klubowej rutyny, bo nie trzeba się dodatkowo przez dwa miesiące wakacji przygotowywać do kilku minut spędzonych na parkiecie. Ten tryb na pewno pomaga w zbudowaniu lepszej atmosfery i nie jest tak męczący.

Czego możemy się spodziewać po turnieju w Chinach?

– Ciężko teraz wyrokować. Czas pokaże na co nas stać.

Nie marzy się żeby tak zakończyć karierę z mistrzostwem Polski, bo chyba tylko tego trofeum brakuje w twoim koszykarskim CV?

– W moim CV brakuje wielu osiągnięć i tytułów, ale totalnie się nad tym nie zastanawiam. Skłamałbym jednak mówiąc, że nigdy nie pomyślałem o mistrzostwie Polski bo uwielbiam wygrywać i ambicji nadal mi nie brakuje.

To tak na koniec – jakie koszykarskie myśli krążą jeszcze po głowie Michała Ignerskiego?

– Rywalizacja na parkiecie daje mi to czego nie mogę odnaleźć nigdzie indziej. Każdy zdobyty punkt, każda zbiórka czy asysta daje taką specyficzną radość. Chyba trochę chce się jeszcze tym pokarmić (śmiech).

Kategorie

@2019 - ZATRZY.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.