Niebo też jest boiskiem

Udostępnij:

Są tacy ludzie, o których nigdy się nie zapomina i właśnie takim człowiekiem był Adam Wójcik, który dziś obchodziłby swoje urodziny.

Dokładnie 49 lat temu na świat przyszedł Adam Wójcik – zawodnik, który stał się symbolem współczesnej koszykówki w naszym kraju. Legenda, ikona, idol, mentor dla młodych zawodników. Wyznaczał nowe, koszykarskie trendy w polskim baskecie i bez wątpienia wyprzedził epokę, w której przyszło mu grać.

Nigdy nie zapomnę pierwszego razu kiedy w hali wałbrzyskiego OSiR-u zobaczyłem Adama. Mimo, że był to tylko mecz towarzyski z Górnikiem Wałbrzych i skrzydłowy Śląska nawet nie pojawił się na parkiecie, to czułem magię, że spotkałem swojego idola, którego do tej pory mogłem oglądać tylko w telewizji. Każdy na podwórku chciał być albo Wójcikiem albo Zielińskim. Farbowaliśmy włosy na biało, kopiowaliśmy akcje na niższym koszu. Byli dla nas wzorami, od których chłonęło się fascynację basketem. I ta fascynacja dla wielu z nas zamieniła się w miłość.

Ważnych spotkań w swoim życiu Adam Wójcik rozegrał setki, ale w tym najważniejszym życiowym starciu musiał wystąpić w roli pokonanego. Po ciężkiej chorobie zmarł 26 sierpnia 2017, co było ciosem dla całego koszykarskiego środowiska.

Jednym z pierwszych, który spotkał Adama na swojej drodze był Jarosław Zyskowski, który miał okazję z bliska obserwować jak rozwija się talent nastolatka z Oławy.

– Można powiedzieć, że znałem Adama od dziecka, bo przyszedł do Gwardii w wieku 18 lat. Występował na mojej pozycji i graliśmy „na siebie” na każdym treningu. Szybko wszystko łapał i uczył się ode mnie cwaniactwa podkoszowego. Dokładnie widziałem jak się rozwijał sportowo i życiowo i mogę powiedzieć, ze towarzyszyłem jego życiu – wspomina „Zyzio”.

– Adaś cały czas jest bardzo wielką częścią mnie i mojego sportowego życia. „Przepoczwarzył” się z chłopczyka w mężczyznę, z juniora w wielkiego formatu gracza, tak jakby na moich kolanach, to wielka historia i jak już wspomniałem cząstka mnie – dodaje klubowy kolega Adama z Gwardii i Śląska.

– Wszystko działo się na moich oczach. Pierwsza i jedyna miłość pozaboiskowa – Krysia. Ich początki i później fantastyczna rodzina widziałem to wszystko od początku. Brakuje nam Ciebie Adaś… – kończy Jarosław Zyskowski.

Również Piotr Szybilski z łezką w oko wspomina swojego przyjaciela z parkietu.

– Kilka lat temu braliśmy udział w kursie na trenera w Żyrardowie, który leży bardzo blisko mojego domu. Po zajęciach pojechaliśmy do mnie wraz z całą paczką chłopaków żeby posiedzieć przy piwie i grillu wspominając stare dobre czasy. Najfajniejsze było w tym to, że pomimo upływu wielu lat bawiliśmy się tak jakby nasze poprzednie spotkanie odbyło się kilka dni temu. W letnie niebo wzbijała się muzyka, rozmowy oraz wszechobecny śmiech. Adam oczywiście był duszą przewodnią tego towarzystwa, bo kochał życie i jak powtarzał trzeba z niego korzystać póki można… – przywołuje wspomnienia „Bilu”.

– Oczywiście historii z Adamem mógłbym przytoczyć setki, ale właśnie to spotkanie w gronie wielu koszykarskich przyjaciół sprzed lat utkwiło mi bardzo mocno w pamięci i nie dlatego, że jest w miarę świeże, ale dlatego że przeglądając zdjęcia w telefonie często zastanawiam się jak to możliwe, że przed chwilą tak dobrze się bawiliśmy, a teraz Jego z nami nie ma… Brakuje mi go – kończy były reprezentant Polski.

Dla Michała Ignerskiego, to właśnie Adam Wójcik był pierwszym idolem, który pokazywał, że ciężką pracą można osiągnąć niemal wszystko.

– Pamiętam jak zobaczyłem Adama na Meczu Gwiazd w Lublinie. To była moja pierwsza styczność z zawodnikami takiego formatu. Od razu spodobało mi się z jaką łatwością się poruszał i to w jakim stylu wygrywał konkurs wsadów dunkiem z linii rzutów osobistych. Dla mnie to było w ogóle nierealne, aby pomarzyć o grze z kimś takim, ale tata siedzący obok powiedział: „Oni kiedyś przestaną grać i będą następni, trzeba tylko ciężko pracować, a reszta przyjdzie sama”. Dokładnie 10 lat później Adam był już moim kolegą z zespołu i to ja brałem udział w konkursie wsadów. Podszedłem i spytałem Adama co tu wymyślić, a on na to: „Zrób to co ja 10 lat temu” (śmiech). Od razu wiedziałem o co mu chodzi i dołożyłem do tego jeszcze wsad pod nogą i tym samym dostałem rower za zwycięstwo. To było niesamowite, bo wtedy jeszcze bardziej uwierzyłem w to, że wszystko jest możliwe – wspomina gracz Anwilu.

Taki właśnie był Adam Wójcik. Zjednywał sobie ludzi wszędzie tam gdzie się pojawiał. Zarażał pozytywnym nastawieniem, inspirował, pokazywał, że nieustannie można stawać się lepszym koszykarzem i człowiekiem. Był pionierem – jako pierwszy Polak miał styczność z NBA, grał ponadczasowo i obojętnie w jakim czasie nie pojawiłby się w polskim baskecie zawsze byłby graczem z absolutnego topu.

Po latach Keith Williams powiedział: – Zawsze byłem dumny z tego, że Adam zdobył ze mną swój pierwszy mistrzowski tytuł. Nigdy tego nie zapomnę

Adama po prostu się kochało takiego jakim był. I wszyscy dalej nie możemy uwierzyć, że już go z nami nie ma, ale jednego jesteśmy pewni tam gdzie jest teraz – na pewno odbija pomarańczową piłkę i czuwa nad karierą swoich dwóch synów, którzy dostali w genach koszykarskie DNA. Nam pozostaje tylko wierzyć, że kiedyś znów go spotkamy, bo przecież niebo też jest boiskiem…

Zdjęcie: PZKosz.pl



Kategorie

@2019 - ZATRZY.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.