Rodman z Konina ma swoje pięć minut

Udostępnij:

Szymon Tomczak to kolejny po Olku Dziewie gracz z Konina, który w Śląsku Wrocław ma szansę wypłynąć na szerokie, koszykarskie wody.

Przygoda Szymona Tomczaka z koszykówką nie jest może zbyt długa, ale za to bardzo treściwa. To dopiero jego drugi sezon na szczeblu rozgrywek centralnych i już przebojem wdarł się do składu pierwszoligowego FutureNet Śląska Wrocław.

21-latek z Konina w składzie WKS-u pojawił się rok temu i dostał szansę na zapoznanie się z II ligą. Grał średnio ponad 12 minut w 18 meczach i notował 3,6 punktu i 4,6 zbiórki. Wraz z kolegami zdobył także brązowy medal Mistrzostw Polski U20.

Koszykarskie oko trenera Radosława Hyżego dostrzegło jednak potencjał w Tomczaku. Szkoleniowiec trójkolorowych włączył go przed sezonem do pierwszoligowego składu gdzie na treningach Szymon o minuty musiał rywalizować z Dziewą, Michałkiem, Pietrasem, a ostatnio także Jarmakowiczem. Ciężka praca zaowocowała grą w I lidze i okazało się, że jest to świetna inwestycja na przyszłość.

Mimo skromnych jak na podkoszowego warunków fizycznych – tylko 201 centymetrów, Tomczak wyróżnia się walką na tablicach i i to wychodzi mu znakomicie. Ma już na swoim koncie 3 mecze na poziomie double-double, a w spotkaniu z Pogonią Prudnik aż 17 razy zbierał piłkę z tablic. Trzeba również dodać, że ostatnio pod nieobecność Dziewy spędza na parkiecie dużo więcej minut.

– Olek jest naszym najlepszym zawodnikiem i liderem, podczas jego nieobecności trzeba starać się go zastąpić, co jest niewątpliwie trudnym zadaniem. Dostałem od trenera szansę i robię wszystko, żeby ją jak najlepiej wykorzystać i w pełni spłacić kredyt zaufania, którym mnie obdarzył – wyjaśnia skromie Tomczak.

W trzech meczach bez Dziewy w składzie 21-latek notuje średnio 8,6 punktu i 11,6 zbiórki. Śmiało można powiedzieć, że stylem gry przypomina Dennisa Rodmana, który też skupiał się na walce o zbiórki i był mistrzem w swoim fachu. Oprócz stylu gry łączy ich ten sam wzrost 201 cm. Dodatkowym atutem dla zawodnika WKS-u jest fakt, że na ławce siedzi Radosław Hyży, który sam trudnił się w walce o każdą piłkę.

– Mój pierwszy trener Norbert Napierała często porównuje mnie właśnie do Dennisa Rodmana, a sam staram zaczerpnąć coś dla siebie z jego gry. Podziwiam go, bo był wielkim graczem, zawsze dawał z siebie wszystko, zostawiał serce na boisku i walczył o każdą piłkę co imponuje mi najbardziej i staram się przełożyć to na nasz pierwszoligowy parkiet, co zresztą widać było w dwóch ostatnich meczach, w których zszedłem za 5 fauli (śmiech) – komentuje porównania sam zainteresowany.

Skąd u niego takie wyczucie przy zbieraniu piłek? Zasługa treningów czy może wrodzony timing?

– Myślę, że jedno i drugie po trochę. Koledzy na treningach śmieją się, że mam magnes w dłoniach, kiedy po raz kolejny zbieram im piłkę. Prawdą jest, że bardzo duży wpływ na to ma walka i chęć zebrania każdej piłki, ponieważ taka jest moja rola w zespole i staram się jak najlepiej ją wykonywać. Trener bardzo często rozmawia ze mną i pokazuje gdzie jest największa szansa na odbicie piłki po rzucie i sama może wpaść mi w ręce, ale jednocześnie sam staram się obserwować na treningach rzuty kolegów i to gdzie piłka ląduje po niecelnym rzucie. Dzięki tym radom i odrobinie szczęścia zebrałem kilka piłek w ostatnich meczach – przyznaje podkoszowy Śląska.

Talent do koszykówki odkrył w Tomczaku trener Norbert Napierała, który tak długo namawiał Szymona aż ten zrezygnował z siatkówki i zajął się odbijaniem pomarańczowej piłki. Okazuje się, że z takiego miasta jak Konin można w krótkim czasie wypuścić dwóch dobrze rokujących podkoszowych.

– Uważam, że Konin to miasto, w którym wychowało się wielu bardzo dobrych koszykarzy, nie tylko podkoszowych, czego przykładem jest reprezentujący barwy pierwszoligowej drużyny Kutna January Sobczak. Nasi trenerzy Norbert Napierała i Grzegorz Zieliński oddają serce i poświęcają swój wolny czas, po to żeby każdy zawodnik stawał się lepszym, co skutkuje dużym rozwojem indywidualnym – podkreśla zasługi pierwszych trenerów Tomczak.

A co z kolei o swoim wychowanku ma do powiedzenia trener Norbert Napierała?

– Szymon zaczął dość późno grać w koszykówkę, bo dopiero od 1 klasy liceum. Wcześniej grał w siatkówkę i na początku ciężko było wyeliminować u niego te wszystkie siatkarskie nawyki. Nogi trochę odmawiały posłuszeństwa, ale ciężka praca dość szybko zaczęła przynosić efekty – przyznaje pierwszy trener Tomczaka.

– Ten talent do zbiórek obudził się u niego na poziomie centralnym, a dużą zasługą w tym są długie ręce Szymona. Widać jeszcze pewne braki w wyszkoleniu, ale z każdym meczem nabiera pewności siebie i najważniejsze są dla niego minuty. Widziałem go w meczu w Kutnie i zwróciłem uwagę, że zmienia się jego ciało – staje się większym i silniejszym zawodnikiem – dodaje Napierała.

Czy można mówić, że Konin to fabryka podkoszowych?

– Fajnie by było żeby tak co dwa lata dostarczać nowych zawodników na szczebel centralny, ale chłopcy skończyli szkołę i powyjeżdżali w świat. Zostałem tutaj z rocznikami 2006-2007 więc na kolejnego podkoszowego z Konina trzeba będzie trochę poczekać – wyjaśnia trener MOS-u.

Przed Tomczakiem jeszcze bardzo dużo pracy, ale ma warunki do tego żeby stać się specjalistą w swoim fachu, a to dopiero jego pierwszy sezon na poziomie I ligi. Często też musi grać przeciwko większym i silniejszym od siebie. Kto mu się dał najbardziej we znaki do tej pory?

– Jest to trudne pytanie, ponieważ jest to mój debiutancki sezon i żeby to stwierdzić musiałbym rozegrać więcej niż jedno spotkanie przeciwko każdemu z nich, ale wydaje mi się, że najciężej grało mi się przeciwko Piotrowi Niedźwiedzkiemu z Górnika Wałbrzych, który jest dużo wyższy i bardziej doświadczony oraz przeciwko Rafałowi Kulikowskiemu, który również bazował na swoim doświadczeniu oraz na sile fizycznej – ocenia rywali Tomczak.

Do tej pory Szymon ma na koncie 18 spotkań w I lidze, w których notuje średnio 5,2 punktu i 5,9 zbiórki przez ponad 14 minut. Gra na niezłym procencie i skupia się na walce pod samą obręczą. Nie oddał jeszcze ani jednego rzutu zza łuku.

– Moim największym marzeniem jest powołanie do reprezentacji Polski. Aktualnie nie odbiegam jednak w marzenia i skupiam się na obecnym sezonie oraz jak największym rozwoju osobistym, żeby stawać się z dnia na dzień lepszym graczem. Ciężko pracuje i mam nadzieję, że kiedyś zasłużę, żeby zostać powołany – kończy „Rodman” z Konina.

Kategorie

@2019 - ZATRZY.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.